środa, 14 stycznia 2009

Kupiłam sobie piłkę...

Kupiłam sobie piłkę... Dużą... Dmuchaną... Z wypustkami masującymi... Na Allegro. Wczoraj przyszła. I zaczęłam od guza.... No, nieważne. Mam nadzieję, że ją wykorzystam należycie.

Pies już znormalniał. Przeszło mu fiksum-dyrdum. Ale nie tylko on szalał. Miśka też wzięło. Aż z łańcucha się zerwał.
Ja dzisiaj miałam chandrę niemożebną. Az mi głupio, bo co Wojtuś winien... Ale nie umiałam się przełamać.
Przeleciałam bloga Alicji. Jej twórczość "dojrzewa". Czytam z coraz większa przyjemnością.
Zdjęć kupa z podróży... Mają co wspominać.
Ja chyba poprzestanę na tym, co było moim udziałem do tej pory.... I tak więcej, niż śmiałam przypuszczać kiedykolwiek.

czwartek, 8 stycznia 2009

Chwilo trwaj...


takie życzenie rzuciłabym złotej rybce, gdyby była pod ręką dzisiaj rano. Byłam ze Smoluchem na spacerze... -10C, słońce i miliony diamentów na gałęziach, trawach i na czym tylko mógł sie szron utworzyć... Matko - jak było cudnie... tego się nie da opisać słowami... Trzeba było zobaczyć... Szłam z usmiechniętą gębą -inaczej sie nie dało - powtarzając "jak cudnie"... Dla takich chwil warto żyć...
Smoluch chyba wiedział, jak jest pieknie, bo od rana śpiewał na kocyku, usiłując nas wywabić z łóżka.  Rechotałam się niemożebnie, bo pierwszy raz dał taki popis wokalny... Brzmiało to pośrednio pomiędzy krowim muczeniem, a... no nie wiem czym... Ale brzmiało prześmiesznie.

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Znowu Smoluch...

2-giego byliśmy w Dębnie u weta. Smoluszydło dostało blokadę z jakimś lekiem w kolano, bo okulał na skutek stanu zapalnego i naderwanych wiązadeł.. . Najpierw głupi jaś, którego działanie miało apogeum po wyjściu z gabinetu i pies ułożył się na środku podwórka do snu... Musieliśmy go wrzucić wspólnymi siłami jak worek kartofli na tylne siedzenie. Prawie całą drogę powrotną przespał.
Dzisiaj już trochę lepiej. Widać działanie leków. Łyka 4 prochy na raz dwa razy dziennie... Co ja się namęczę... Najważniejsze jednak, żeby pomogły.
Prowadzamy go cały czas na smyczy z dwóch powodów - żeby nie biegał i nie forsował nogi, no i przede wszystkim, żeby nie zwiał. Znowu kierunek "wieś" go absorbuje najbardziej. Gdyby nie był na uwięzi, to na pewno już nie raz musielibyśmy za nim gonić... Widać tak już ma o tej porze roku.





Wczoraj spadł pierwszy "normalny" śnieg tej zimy. Dzisiaj jest cuuudnie.
Ale pies znowu ma pełne łapy śniegu i co trochę się zatrzymuje, żeby go sobie wygryźć spomiędzy opuszków... Przydałyby się jakieś trzewiki :)







A mnie bolą przeguby... Znowu romantyzm dochodzi do głosu :|

sobota, 27 grudnia 2008

...



Dzisiaj, po otwarciu poczty w N.Kl. dowiedziałam sie o śmierci W-Fa. Bardzo mi dziwnie. Ostatni rok spędził u Teresy. Nic więcej nie wiem... I chyba tak jest lepiej. Dobrze się stało, że nie dowiedziałam się o tym przed świętami.